
Dzis progi naszego domu opuscil Mateusz. Mimo, ze nie myl naczyn, nie gasil swiatla, palil w pokoju, zostawial wlaczone zelazko i odkrecona wode, wyjadal z lodowki i nie sprzatal przedpokoju (a do schodow sie w ogole nie przykladal), bedziemy za nim tesknic. Bardzo tesknic. Takiego Cie zapamietamy. Powodzenia Metju. And have some jigi-jigi for fuck's sake!
PS. Ta ramka z dupy to jest link, mozna kliknac i sie przekonac.